Zanim przejdę do właściwej części tej notatki, pragnę wpierw poinformować, że po północy najlepiej nie odpowiadać na moje sms’y, gdyż za każdym razem piszę je będąc w tzw. stanie upojenia i najlepiej je ignorować. Wtedy po prostu dam sobie spokój :)

A teraz (jako, że dawno tu nie pisałem) pora znowu poruszyć jakiś temat. Fakt, że piszę to będąc z lekka nawalonym, nie ma nic do rzeczy, gdyż już wcześniej nosiłem się z podzieleniem tymi przemyśleniami, więc zapraszam do czytania :)

W Polsce zakończyły się święta, które czciły pamięć zmarłych. Tak się złożyło, że w naszym regionie były one oprawione solidnymi opadami deszczu. I tak właśnie warując w Bytomiu Odrzańskim, przy grobach swojej rodziny, w strugach deszczu, wzięło mnie na głębsze przemyślenia. Przemyślenia, które prowadzą do jednej konkluzji: Dzień Wszystkich Świętych to niezbyt przemyślana tradycja, tak samo jak następujące po nich Zaduszki.  Bo czy naprawdę potrzebujemy specjalnie wyznaczonych dni, aby wspominać swoich zmarłych bliskich i zacząć rozważać sens przemijania? Pierwszego listopada, pełniąc wartę przy grobie podczas ulewy, zacząłem sobie zadawać pytanie: jaki to ma sens? Zwykle średnio co tydzień lub dwa tygodnie jeżdżę do dziadków do Bytomia i wtedy zazwyczaj m.in. robię porządki na grobach (grabię, hakam czasami, zapalam znicze jak trzeba itd.). Po co więc uczestniczę w zbiorowej wyprawie na groby osób, które tylko raz do roku postanawiają odwiedzić umarłych? Robię to, bo niestety  tak nakazuje z lekka chora tradycja. Uznałem, że jest chora, bo widząc jak ludzie podczas rzęsistego deszczu tłoczą się przy grobach, przyprowadzając nawet kilkuletnie dzieci, nie można tego nazwać inaczej. Pomysł, że potrzeba wyznaczyć specjalny dzień do wspominania zmarłych jest nietrafiony. Każdy człowiek wspomina swoich bliskich, którzy odeszli, wtedy kiedy czuje taką potrzebę, nie ma więc powodu narzucać mu sztucznego dnia do tej czynności. Śmiem twierdzić, że większość z tabunów ludzi, którzy 1 i 2 listopada stawiają się na grobach wcale nie myślą o zmarłych… zjawiają się bo tak wypada i tyle… Dlatego lepiej by było, gdyby zamiast tworzyć sztuczne święto, każdy zjawiał się na grobach wtedy, kiedy czuje taką potrzebę… tudzież od czasu do czasu, kiedy trzeba, na nich posprzątał… bo czy naprawdę umarłych (jeśli jest jakieś istnienie po śmierci) obchodzi to, że zgraja ludzi się zbierze w wyznaczony dzień, aby postać przy grobach? Czy bardziej by ich zadowoliło stałe, SYSTEMATYCZNE dbanie o ich groby? No cóż, chyba bardziej to drugie. Dlatego zamiast raz w roku warować przy grobach, lepiej by było jakby każdy raz na jakiś czas poszedł w miejsce pochówku swoich bliskich, zapalił znicz, posprzątał jeśli trzeba i olał narodowy zjazd wartowników grobowych, który tylko wywołuje chaos na drogach i cmentarzach. Bo doprawdy, jeśli istnieje życie pozagrobowe, zmarli mają gdzieś to, że raz w roku postoicie przy ich grobach. Pewnie by woleli, abyście stale o nie dbali i myśleli o nich kiedy odczuwacie taką potrzebę, a nie wtedy, kiedy wam nakazuje jakiś dzień.