Dzisiaj po raz kolejny zrobię przerwę od narcystycznych oraz mam nadzieję, że chociaż w jakimś tam stopniu zabawnych, krzesimirowych wpisów i sypnę garścią własnych przemyśleń :) A przemyślenia owe będą dotyczyć czegoś, co się tyczy sporej części ludzi, wliczając w to także mnie :) Zapraszam więc do czytania :)

Portale społecznościowe, takie jak już trochę zamierzchła Nasza Klasa czy od dłuższego czasu wiodący prym Facebook, w założeniach miały pomagać w znajdowaniu i utrzymywaniu kontaktów ze znajomymi, z którymi z różnych powodów nie mamy już osobistej styczności. Dodatkowo Facebook (i w mniejszym stopniu od jakiegoś czasu również NK) umożliwia też dzielenie się ciekawostkami, przemyśleniami i ważnymi według nas informacjami z innymi. Idee świetne, jednak jak pokazał czas, w dużej mierze niewystarczające. Zapewne wiele osób za pośrednictwem tych portali odnalazło dawnych znajomych i wznowiło być może nawet kontakty, ale dosyć szybko okazało się, że jeszcze więcej osób woli wykorzystywać je do czegoś, co można chyba nazwać wirtualnym ekshibicjonizmem. Czyli krótko mówiąc chwaleniem się i dzieleniem informacjami, które niekoniecznie są ważne i miałyby jakąkolwiek użyteczną wartość. Informowanie o narodzinach dziecka, pójściu na piwo, o tym co się robiło lub będzie robić w zasadzie większości naszych portalowych znajomych guzik obchodzi. Bliskie nam osoby poinformujemy raczej i tak osobiście, jeśli będziemy mieli taką potrzebę, więc po co pisać o tym jeszcze na Facebooku? Widocznie część ludzi ma potrzebę uzewnętrzniania się. Pisanie osobistych pamiętników, do których nikt (lub mało kto) miałby dostęp, już niektórym nie wystarcza. Pojawiły się blogi, które po części zachowywały prywatność, bo o ile ktoś przypadkiem na nie nie trafił lub  nie podaliśmy ich adresu, to raczej nikt z naszego otoczenia o nich nie wiedział. Jednak połowiczna prywatność też niektórym nie odpowiadała i wtedy odkryli Facebooka, gdzie mogli już w 100 % publicznie dzielić się swoim życiem. Jest Ci smutno lub wesoło? Napisz to na fejsie. Smutni zostaną pocieszeni przez osoby, które nawet nie znają sytuacji, a weseli dostaną lajka. Masz dziewczynę/chłopaka lub się z nią/nim rozstałeś/rozstałaś? A może Wasz związek jest skomplikowany? Zmień swój status i czekaj na analogiczne reakcje znajomych, jak we wcześniejszej sytuacji. Byłeś na imprezie? Na wakacjach? Jesteś w ciąży? Również trzaśnij stosowną informację na fejsa, niech wszyscy się o tym dowiedzą i komentują lub lajkują.

Facebook ma tę przewagę nad NK, że na Naszej Klasie można się chwalić głównie zdjęciami z tego co się dzieje w naszym życiu. A co jeśli nie mamy zdjęć? Facebook wychodzi naprzeciw takim sytuacjom i pozwala dodawać wpisy na tablicy. Zatem na fejsie oprócz chwalenia się z wakacji, imprez, dzieci i tym podobnych rzeczy w postaci zdjęć, możesz o tym także po prostu napisać, jeśli akurat żadnej foty nie masz. I pewnie w dużej mierze dlatego NK zostało wyparte przez Facebooka… NK nie pozwalało po prostu na wystarczający, wirtualny ekshibicjonizm.

Ale czy wirtualny ekshibicjonizm to coś złego? Wiele osób, które nie korzysta z portali społecznościowych lub które tam się nazbyt nie uzewnętrznia, zapewne stwierdzi, że tak. Wścieka ich kiedy ludzie wypisują kolejne bzdury na tablicy lub dodają następne „słit focie”.  W moim odczuciu jednak w tym całym uzewnętrznianiu się nie ma nic złego. I zapewne uważam tak, gdyż sam jestem w pewnym stopniu wirtualnym ekshibicjonistom. Za czasów ery NK dodawałem tam masę niepotrzebnych fot, a teraz kiedy dominuje Facebook coraz częściej dodaję wpisy, bez których w zasadzie każdy mógłby się obejść, no i oczywiście także dalej wrzucam zdjęcia z imprez i wycieczek. Może nie jestem aż takim zaawansowanym, wirtualnym ekshibicjonistą jak niektórzy, ale… może to tylko kwestia czasu, kiedy do nich dołączę. Nikomu przecież krzywda się nie dzieje, jeśli ktoś doda jakąś fotę lub bzdurny wpis. W końcu np. matki chcą się swoimi dziećmi pochwalić przed całym światem, a teraz mają większe możliwości, natomiast imprezowicze pokazać jakiego to oni fajnego, szalonego życia nie mają. Wszystko opiera się na samochwalstwie, które przecież leży w ludzkiej naturze. XXI wiek natomiast idealnie ułatwia samochwalstwo, dając mu globalny zasięg. I trzeba się z tym pogodzić. Jeśli ktoś nie popiera wirtualnego ekshibicjonizmu, to może wyrazić na fejsie swój sprzeciw (tym sposobem jednak także uzewnętrzni swoje odczucia i w pewnym stopniu stanie się wirtualnym ekshibicjonistą) lub po prostu wylogować się z portalu i zająć swoimi sprawami. Publiczne uzewnętrznianie się jest znakiem naszych czasów i jeśli to komuś pomaga, to czemu mu tego zabraniać? Nie ma po prostu powodu, niech w pełni korzysta z możliwości portalów, które (nie oszukujmy się) służą głównie temu celowi. Tak samo moje pseudo wywody lub historyjki z imprez na tym blogu są wirtualnym ekshibicjonizmem, więc jak widać czerpię garściami z możliwości jakie ogólnie daje internet. I chociaż mnie też kiedyś irytowały bzdurne wpisy itp. rzeczy, to w końcu dałem się zarazić tym i w zasadzie nie czuję z tego powodu wstydu. Taki już los sporej części dzieci XX i XXI wieku :)