Oto dobiegło końca zielonogórskie święto wina, którym przez tydzień żyło miasto. Zapewne wszyscy niezmiernie są ciekawi jak winobranie spędził jeden z najsławniejszych oraz najwybitniejszych zielonogórzan, czyli Krzesimir. Wychodząc naprzeciw Waszym oczekiwaniom, w notce tej zostanie w skrócie opisany winobraniowy tydzień :) Zatem siądźcie wygodnie w fotelach, otwórzcie sobie wino, jeśli jeszcze jakieś Wam pozostało i delektujcie się tym, że zostaną przed Wami odsłonięte kulisy krzesimirowego winobrania! :)

Pierwszy dzień winochlania… tzn. winobrania Krzesimir w swej wspaniałomyślności postanowił spędzić w towarzystwie osób, z którymi studiował. Niestety większość absolwentów filologii polskiej onieśmielona na samą myśl, że mogłaby wypić wino wraz z Krzesimirem, postanowiła nie odpowiedzieć na jego wezwanie. Jedynie KB i KW okazały się na tyle odważne, aby ruszyć wraz z nim na miasto. Zwiedzanie lokalnych rozrywek urozmaicone najpierw degustacją wina a potem piw trwało kilka godzin, po czym KW opuściła towarzystwo. Krzesimir wraz z KB udali się natomiast po kolejne piwa do sklepu o uroczej nazwie Kapselek (sklep ten otrzymuje 5 krzesimirowych gwiazdek jakości pod względem zaopatrzenia w piwo) i po oscypka (chociaż tak naprawdę oscypek był tylko pretekstem do tego, aby KB mogła sobie bezkarnie popatrzeć na sprzedającego oscypki górala). Wkrótce nieugięte prawa fizjologii nakazały KB i Krzesimirowi poszukać toalety. Zaszczyt ugoszczenia ich przypadł Hebanowi. Tam też podczas oczekiwania na powrót KB z łazienki, na Krzesimira zaczęło patrzeć piwo z lodówki. Obserwowało go tak napastliwie, że Krzesimir nie miał wyboru i musiał je zakupić. Czas potrzebny na opróżnienie butelki pociągnął za sobą niespodziewane konsekwencje, gdyż pozwolił KB na spotkanie znajomych, w tym SG (Sobowtóra Gortata). To z kolei doprowadziło do niezbyt przemyślanych kroków, a dokładniej to do kroków prowadzących do X-Demona. I tak oto zamiast pójść sobie na koncert pod scenę i tam się pogibać zupełnie za darmo, to Krzesimir wraz z KB, SG i ich znajomymi musiał wydać 20 zł za wstęp do klubu, aby z półtorej godziny poruszać tam biodrami. Po opuszczeniu murów X-Demona KB wraz z Krzesimirem postanowili w końcu wrócić do domów, kończąc tym sposobem pierwszy dzień winobrania. Należy w tym momencie jeszcze nadmienić, że pomimo stosunkowo długiego czasu jaki Krzesimir i KB spędzili w swoim towarzystwie, KB nie poniosła żadnego uszczerbku na zdrowiu, co można uznać za spory sukces i znak, że fatum jakie nad nimi wisiało przez pewien czas, ostatecznie przeminęło.

Przez pozostałe dni winobrania Krzesimir raczył swoim towarzystwem znajomych z osiedla i prawie codziennie (pomimo sprzeciwu portfela i wątroby) uczestniczył w zielonogórskim święcie. Mając nauczkę z dnia pierwszego, chodził tańczyć (jeśli w ogóle można tym mianem określić jego nieskoordynowane ruchy) już tylko pod scenę.

Uroczyste zakończenie winobrania nastąpiło natomiast niespodziewanie dzisiaj, kiedy to Krzesimir wraz z KB po poszukiwaniach prezentu urodzinowego dla MM, spotkali M (nie mylić z MM). M, będąc w posiadaniu 20-letniego koniaku, który miała w plastikowej butelce po wodzie (ciekawe połączenie), postanowiła się nim podzielić. Niestety KB nie potrafiła okazać należytego szacunku 20-letniemu koniakowi i nie dość, że oblała nim siebie i M, to jeszcze nie wypiła swojej porcji do końca. Na szczęście ceniący wyroby alkoholowe  Krzesimir, pomimo małego kaca, wypił swój 20-letni koniak do końca, aby udowodnić pochodzącej z Ukrainy M, że Polakom niestraszne są alkohole z wyższej półki. Podczas konwersacji zapadła decyzja o wycieczce do Gruzji, której mieszkańcy są ponoć niezwykle otwarci i wręcz zakochani w Polakach. Dlatego zapoznanie się z gruzińskimi kobietami stało się krzesimirowym priorytetem. Osoby, które chcą pomóc w wyjeździe, proszone są o nadsyłanie pieniędzy na ten szczytny cel :) Gdy kubeczki z 20-letnim koniakiem zostały opróżnione, Krzesimir, KB i M poszli w swoje drogi, tym samym oficjalnie kończąc winobranie. Tu należy także wspomnieć, że sława krzesimirowego bloga wyszła poza obręb filologii polskiej, gdyż kiedy KB i Krzesimir czekali na M, podeszła do nich grupka nieznanych ludzi, aby zrobić sobie z nimi zdjęcie. Wprawdzie nie wyjaśnili przyczyn tej nagłej ochoty fotografowania się, ale wydaje się być oczywistym, że po prostu rozpoznali twórcę strony krzesimir.blog.pl oraz KB (której popularność przyniosły życzenia urodzinowe, zamieszczone na krzesimirowej stronie) i zapragnęli mieć z tego nieoczekiwanego spotkania dowód, aby móc pochwalić się bliskim.  Cóż począć… trzeba się powoli przyzwyczajać do faktu, że obcy ludzie będą prosić o wspólne zdjęcia, taka jest cena sławy.

Wszyscy już wiedzą jak Krzesimir spędził winobranie, pora teraz podsumować to święto. Otóż jego najciekawszym elementem była niewątpliwie dyskoteka dorosłego człowieka, czyli puszczane na scenie różnego rodzaju, popularne piosenki. I to w zasadzie jedyna fajna rzecz. Oprócz tego jak co roku było od cholery ludzi (zwłaszcza na rozpoczęciu i zakończeniu) oraz masa kramików z żarciem i duperelami. Finanse podupadły, wątroba mnie znienawidziła, krew w moich żyłach prawdopodobnie przeistoczyła się w alkohol. Dlatego dobrze, że winobranie się już zakończyło, przynajmniej człowiek będzie mógł spokojnie przejść przez miasto :) W przyszłym roku proponuję alternatywną imprezę, która przyćmi przereklamowane winobranie… krzesimirobranie! Przez tydzień, dzień w dzień na krzesimirowej działce będą odbywać się imprezy od rana do wieczora. Byłaby to wspaniała reklama dla Zielonej Góry, lepsza od aktualnego święta wina! Zatem szykujcie się, bo za rok winobranie przejdzie do historii, wyparte przez nową, lepszą imprezę! I to już wszystko drodzy czytelnicy. Tym, którzy przeczytali całą notkę gratuluję wytrwałości, reszcie gratuluję zdrowego rozsądku :D Miłego wieczoru wszystkim życzy krzesimir.blog.pl :)